Pierwsza wizyta trwała 70 minut i w większości była rozmową. Włosy wypadały od czternastu miesięcy, nasilenie po odstawieniu antykoncepcji. Wcześniej: cztery różne szampony, ampułki z apteki, żadnych badań.
Trichoskopia pokazała zróżnicowanie grubości łodyg powyżej 20% w strefie centralnej — obraz typowy dla łysienia androgenowego, a nie dla wypadania telogenowego. To zmienia wszystko, bo telogenowe mija samo, a androgenowe wymaga leczenia.
Poprosiłam o ferrytynę, TSH, FT3, FT4 i witaminę D. Ferrytyna wyszła 14 ng/ml — za nisko, żeby włosy w ogóle miały z czego rosnąć. Skierowałam do endokrynologa i wstrzymałam się z zabiegami do wyników.
Plan: 8 zabiegów mezoterapii igłowej co 3 tygodnie, minimalna pielęgnacja domowa (jeden szampon, jedno serum), suplementacja żelaza pod kontrolą lekarza. Zdjęcia kontrolne co 6 tygodni, zawsze tym samym kadrem i przy tym samym świetle.
Po trzech miesiącach widać było odrost — krótkie, ciemne włosy przy linii przedziałka. Po sześciu miesiącach gęstość wróciła do poziomu ze zdjęć z 2023 roku, które klientka miała w telefonie.
Czego nie udało się osiągnąć: linia czołowa po lewej stronie pozostała rzadsza. Powiedziałam o tym na starcie — mieszki, które nie dają sygnału w trichoskopii, nie wrócą.
Wnioski
Bez badań krwi trychologia jest zgadywaniem. Najdroższy zabieg nie zadziała na skórze głowy, która nie ma z czego budować włosa.
Więcej o tym, jak pracuję, znajdziesz na stronie trychologia.
Masz podobny problem? Zacznijmy od diagnozy — 30 minut, bez zobowiązań.
Umów konsultację